Dobra książka jest jak romans...

Lubię jesień. A jednocześnie jej nie lubię. Na nowo schowamy swoje ciała w ubraniach. Będziemy pielęgnować wytworzone przy ich pomocy ciepło, jednocześnie często zapominając, że najwięcej daje nam go dotyk. Jednak jak tu się dotykać, gdy zimno wdziera się pod zbyt duże ubrania. Nierzadko markowe, jakby tylko w sieciówkach wyczuwali potrzebę rozgrzania potencjalnych klientów. Na szczęście są jeszcze księgarnie. Tu marka nie ma większego znaczenia, ale emocje i odczucia równie, o ile nie bardziej intensywne. Zwłaszcza, że książka daje o wiele szersze możliwości. Jest jak dobry kochanek. Można z nią spędzić noc, namiętnie i finezyjnie, bez obaw o to, że zazdrosny dzień zrobi nam  awanturę. A można też w przelocie, właśnie podczas rutynowych czynności zdecydować się na literacki, szybki numerek. Ot, żeby rozgrzać nie tyle ciało, co zmysły. Znudzeni codziennością możemy pozwolić sobie na przysłowiowy skok w bok i dać się porwać innym, niż dotychczas czytane, gatunkom. Wynik, jak w życiu, trudny do przewidzenia, ale może akurat...




Zostając w temacie ciał, jako książkowa masochistka chciałabym zaproponować kilka tytułów, które może nie  tyle spowodują szybsze bicie serca, co wzbudzą emocje. Jakie?! To zależy już wyłącznie od Ciebie.


O tym, czy łatwo być sobą w świecie, gdzie obowiązują ogólne moralne standardy, przeczytacie w książce Gabrieli Wiener "Seksografie". Kto je wyznacza i dlaczego dajemy się zamykać w "ramy"?! Trudno o jednoznaczną ocenę. Jeśli żyjesz w zgodzie ze samym sobą, znasz swoje ciało i jego możliwości niewiele będzie tu zaskoczeniem. Może przeczytasz o praktykach seksualnych, które Cię intrygują. Może  posiadasz doświadczenie, które wykracza poza granice tej książki?A może właśnie odnajdziesz tu pomysł na siebie?! Autorka w każdy z poruszanych tematów wchodzi dogłębnie, doświadcza. Jednak, gdy seks jest tabu, gdy własne ciało niejednokrotnie Cię zaskakuje, możesz zaszufladkować ją jako wyuzdaną, odrealnioną wariatkę, która bezmyślnie szuka przygód. Więc jaka jest według Ciebie? Zostawmy na chwilę amerykańską reportażystkę i poszukajmy literackich podniet na rodzimej ziemi. Początkiem roku Joanna Jędrusik wprowadziła nas w świat Tindera i tamtejszych sposobów na mniej lub bardziej udane randkowanie. Wspomniane  "50 twarzy Tindera" ukazuje blaski i cienie spotkań w ciemno. Autorka zwraca uwagę na istotę sprawy, z reguły rozmowy z aplikacji kończą się seksem. Sam fakt już mało kogo dziwi, podejście Jędrusik - może. Niedługo po premierze dało się znaleźć w sieci sporo negatywnych określeń, jakie doklejono kobiecie. Żyjemy w czasach podwójnej moralności?! A może to wciąż płeć definiuje czy możemy otwarcie mówić o swoich preferencjach i doświadczeniach... p.s. Październik przyniósł kolejną publikację autorki "Pieprzenie i wanilia".



Romans z reportażem to jedno, ale gdyby tak wejść w niezobowiązującą relację z literaturą piękną? "Serotonina" Houellbeck'a była moją pierwszą inicjacją z tym kontrowersyjnym autorem. Wiele, i złego i dobrego, można o nim powiedzieć, ale nikt tak intrygująco nie porusza tematu impotencji, rozbudowując go do dzieła na skalę światową. Z każdą kolejną książką serwuje nam emocjonalny rollercoaster, chociaż w większości na jakość "jego" stosunków można ponarzekać. Od czasu do czasu trzeba  jednak skonfrontować się z  "problemem". Autor mierzy się z nim w każdym kolejnym tytule. Główny bohater "Platformy" idealnie definiuje sytuację, mówiąc że "w życiu może się zdarzyć wszystko, a zwłaszcza nic"... Czasem słońce, czasem deszcz... Każdy kolejny stosunek czy to ten z partnerem czy z książką, może nieść zupełnie inne emocje. Jak odmienne mogą one być, w swoim thrillerze psychologicznym, obrazuje Camilla Lackberg. "Srebrne skrzydła" to historia o tym, że czasami można wzbić się z samego dna, a czasami mimo skrzydeł zwyczajnie nie da się latać... Jedna kobieta, tak różne doświadczenia i role w życiu. Szwedzka pisarka nie boi się pisać o ciemnej stronie seksu, o tych niechcianych, brutalnych  zbliżeniach. Jednocześnie daje nadzieję. Pokazuje, że właściwi ludzie są jak opatrunek. Naniesiony na skórę pozwala na chwilę zapomnieć o gorejącej pod nim ranie, zwiastuje wygojenie. I chociaż zostaje blizna, to jednak jakoś łatwiej...

Skoro najbliższe tygodnie i tak spędzimy w łóżku, pod ciepłą kołderką rozmyślając o letnim roznegliżowaniu, może warto zaprosić do niego książkę?! Szczęśliwie są one otwarte na wszelkie propozycje. W miarę potrzeby chętnie zostaną na dłużej, ale gdy będzie taka wola partnera, okażą się zaledwie przygodą na jedną noc...


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Jukka karolińska - kwiat, który można jeść

A imię moje... Zagorkinia.

Feromony, tak to się zaczęło...