Feromony, tak to się zaczęło...

 

Każdy z nas jest zapachem. Zlepkiem aromatów skóry zmieszanych z miejscem w którym przebywamy, zmieszanych z sytuacjami w jakich przyszło nam uczestniczyć. Raz zapach ten kusi, niekiedy odstręcza, czasami zupełnie go nie wyczuwamy, a mimo to reagujemy. Ciało wydziela go mimowolnie. Bez udziału świadomości w tym procesie. Bez jakiegokolwiek wpływu na efekt końcowy. Zapisuje się w nim wszystko, od strachu do pożądania. Ostrzegamy, zapraszamy do zabawy, kusimy… Coś co dla nas samych może być zwyczajnie nieatrakcyjne w odbiorze, u innych może wywołać zgoła odmienne odczucia. Czy to magia feromonów?




Teorii dotyczących tych lotnych związków chemicznych jest tak dużo, że każdy może wśród nich znaleźć zadowalające wyjaśnienie. Początkowo zakładano, że odpowiedzialny za ich wydzielanie jest narząd lemieszowo – nosowy. Teoria z początku XVIII wieku głosiła jednak, że narząd ten jest charakterystyczny tylko dla zwierząt. Kolejne badania przynosiły dalsze rewelacje. I tak doszukano się jednak jego obecności u człowieka, ale na etapie życia płodowego, by następnie w wyniku prowadzonych obserwacji odstąpić jednak od wcześniejszego stwierdzenia. Co ciekawe u zwierząt feromony oprócz istotnej informacji o gotowości do odbycia stosunku przekazują też tą o potrzebie utrzymywania się w zwartej grupie, a także dają możliwość „zaznaczenia” terenu.


W 1985r. nastąpił kolejny przełom. Naukowcy jednego z brytyjskich uniwersytetów w wyniku przeprowadzanych na ludzkich zwłokach badań, doszli do wniosku, że wspomniany narząd (nazywany też z j.angielskiego VNO - vomeronasal organ) nie występuje u każdego. Słuszność tego założenia, ale już na żywych obiektach, potwierdzili w 2007r. Polscy naukowcy z Wojskowego Instytutu Badawczego. Poddali obserwacji 634 osoby: zarówno kobiety i mężczyzn. U ponad 49 % badanych stwierdzono jego istnienie. Co ciekawe wiek nie był czynnikiem znaczącym, ale płeć już tak. Narząd występował częściej u mężczyzn. Ciekawe i bardziej szczegółowe badania miały miejsce w Chinach, gdzie dodatkowo stworzono grupy z podziałem na preferencje seksualne. Natomiast w Niemczech postanowiono zależności wynikające z istnienia feromonów sprawdzić w jeden z możliwie najprostszych sposobów. Krzesła na których miała usiąść grupa ludzi popsikano syntetycznymi feromonami żeńskimi i męskimi. Szybko zauważono stałą zależność: kobiety wybierały te męskie, mężczyźni żeńskie oznaczenia.


Coś jednak unosi się w powietrzu… Jedna z teorii zakłada, że feromony to bezzapachowa otoczka ciała. Inne zwracają uwagę na to, że przy wysokim stężeniu mogą wydzielać delikatną woń przez co pobudzają podwzgórze u innych osób. I tu właściwe byłoby pytanie czy u wszystkich posiadających ten narząd?! Warto zaznaczyć, że substancja ta domyślnie miałaby pozwalać osobnikom jednego gatunku połączyć się w pary.




Nazwa „feromon” powstała w 1959r. Za sprawą Petra Karlsona oraz Martina Luschera, ale swoje pochodzenie zawdzięcza zlepkowi greckich słów: ferein – niesie, i horme - pobudzenie*(niekiedy tłumaczone też jako pożądanie)*, co w wolnym przekazie można określić mianem „nośnika pożądania”.Od tamtego czasu podejście do tematu nieco się zmieniło, wciąż prowadzone są kolejne badania, ale nasza wiedza na ich temat nadal jest niewystarczająca. I chociaż wiemy o istnieniu estratetraenolu , czyli żeńskiej wersji, a także androstadienonu – męskiej, to jednak brakuje w tej wiedzy przysłowiowej „kropki nad i”. Sytuacja wśród owadów, gdzie temat zależności jest już szerzej przebadany i znany, daję jednak nadzieję na pomyślne efekty przeprowadzanych na człowieku badań. I tak w przypadku jednego z gatunków ćmy- pawicy, feromony wyczuwalne są dla pozostałych osobników z odległości bliskiej 3km.


Nie samymi feromonami świat żyje, chociaż… Jedna z teorii sugeruje, że w przypadku kobiet czynnikiem wywołującym zainteresowanie mężczyzną jest substancja zwarta w jego pocie i zapachu z ust, czasami również moczu. Sprawia ona, że staje się on atrakcyjniejszy w odbiorze dla płci przeciwnej. Zapewne to decydujący czynnik, który ma wpływ na to, że ludzie decydują się korzystać z syntetycznych odpowiedników. Bo któż nie chciałby wzbudzać zainteresowania w sferze seksualnej? Uznajmy więc za przypadek, że większość stworzonych syntetycznie substancji przeznaczona jest dla mężczyzn.

W przypadku stosowania feromonów syntetycznych zaczęły się pojawiać rozterki czy taka ingerencja przy doborze partnera (chociażby na jedną noc) nie jest zwyczajnie nieprzyzwoita pod względem moralnym. I chociaż te „narkotyki miłości”, bo takie miano zyskały, nie wpływają na zdolność wizualnej oceny w tak znaczącym stopniu jak alkohol, to jednak u niektórych mogą sprawić, że poranek „po” nie będzie już tak udany…





Bibliografia:

Polskie badania

https://www.researchgate.net/publication/251491341_Wystepowanie_narzadu_lemieszowo-nosowego_u_ludzi_doroslych



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Jukka karolińska - kwiat, który można jeść

A imię moje... Zagorkinia.